Alkohol w dnie moczanowej

Miałam napisać drugą część o mleku, jednakże ostatnio bardzo wiele osób pyta mnie o alkohol w dnie moczanowej, więc postanowiłam najpierw umieścić wpis na ten temat. Bo jak to jest, że prawie nie ma puryn a szkodzi? I czy można od czasu do czasu? I jaki? A więc może czasami dałoby się przemycić odrobinę…

 


Bo to przecież tak ładnie oczyszcza…

Bardzo wiele osób przekonanych jest, że piwo które zwiększa diurezę (czyli po prostu jest moczopędne) ułatwia wydalanie z organizmu wszelkich świństw, z kwasem moczowym włącznie. Niestety, ale w praktyce dochodzi do tego, że organizm jest lekko odwodniony, a im mniej w organizmie wody tym większe stężenie kwasu moczowego i ryzyko napadu dny większe. I od razu odpowiem na bardzo częste pytanie – niewiele daje wymyślanie proporcji wypitej wody czy innego napoju do wypitego piwa / cedru / wina itd., bo niekorzystne działanie alkoholu nie ogranicza się w dnie tylko do odwodnienia.

Dla miłośników piwa (szczególnie w te upały) dodatkowo nie mam dobrej informacji – według obecnych badań ten rodzaj napoju alkoholowego najbardziej ze wszelkich alkoholi podnosi poziom kwasu moczowego we krwi i najczęściej przyczynia się do napadów bólu.

Synteza puryn

Choć w dnie moczanowej puryny kojarzą się tylko z czymś, czego trzeba unikać, to jednak pewną ilość tych związków organizm potrzebuje np. do budowy własnych kwasów nukleinowych. A skoro organizm potrzebuje, to w drodze ewolucji przystosował się i „wymyślił” jak je syntezować w okresach niedoboru mięs czy ryb, czyli typowych źródłem puryn. Obecnie jednak żyjemy w czasach nadmiaru produktów białkowych i owa synteza, zwłaszcza u osób z dną moczanową, dość nam ciąży. A gdzie w tym wszystkim alkohol? Otóż alkohol to artykuł spożywczy pobudzający organizm do wewnętrznej syntezy puryn. I tak dochodzimy do sytuacji, w której choćbyśmy nawet nie sięgnęli po ukochanego schabowego, to po wypiciu alkoholu nasze własne ciało produkuje tyle puryn jakbyśmy spałaszowali go ze smakiem (odrobinę przesadzam, ale naprawdę niewiele).

A to jeszcze nie wszystko

Etanol uszkadza bezpośrednio błony komórkowe naszych komórek, a pośrednio białka i kwasy nukleinowe, prowadzi do rozpadu związków wysokoenergetycznych, chociażby kojarzącego się niektórym z lat szkolnych, ATP. Te rozpadające się pod wpływem alkoholu (wina, cedru, wódki itd.) związki uwalniają do organizmu puryny. Podsumowując więc po wypiciu alkoholu organizm człowieka zmaga się z:

  • odwodnieniem
  • nadmierną syntezą wewnętrzną puryn
  • purynami powstałymi w wyniku rozpadu np. ATP

– w efekcie nie ma sposobu, aby alkohol nie zaszkodził osobie chorej na dnę.

A wino…

Czasami spotykam osoby przekonane również, że wino (zwłaszcza wytrawne) nie sprzyja atakom dny i polepsza stan serca. Miałam nawet w rękach artykuł w prasie medycznej który wspominał, że spożycie umiarkowanych ilości wina nie zwiększa ryzyka wystąpienia dny moczanowej. Należy jednak rozróżnić w tym miejscu dwa sformułowania:

  • „ryzyko wystąpienia choroby” czyli prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś stanu u osób zdrowych
  • i „ryzyko zaostrzenia choroby” czyli co będzie u osoby chorej.

Wydaje się na dzień dzisiejszy, że wino spożywane w umiarkowanej ilości nie zwiększa w istotny sposób ryzyka zachorowania na dnę, ale już u osoby chorej zwiększa ryzyko zaostrzenia choroby. W 2014r. przeprowadzono badanie, które wykazało, że wypicie 1-2 kieliszków wina zwiększa ryzyko ataku o 138% (z statystycznego na polski: zwiększa ryzyko napadu dny ponad dwukrotnie).

W praktyce…

W praktyce z tą całkowitą abstynencją jest różnie. Trudno wymagać, aby ludzie, którzy zachorowali przez następne 20-40 lat swojego życia, nigdy nie sięgnęli po kieliszek alkoholu. Przychodzi Nowy Rok, jakieś wesele czy przysłowiowe imieniny u cioci i chorzy sięgają po lampkę wina czy odrobinę szampana. Zwykle jeżeli zachowają umiar i jeżeli zdarza się to raz-dwa razy do roku dużych konsekwencji zdrowotnych nie ma (choć zdarzają się wyjątki i osoby, które napady dny dostają od „stania obok” alkoholu). W takich sytuacjach dobrze by było gdyby:

  • przed planowaną imprezą zadbali o nawodnienie organizmu dobrą wodą (średnio lub wysokozmineralizowaną)
  • przynajmniej przez tydzień przed i tydzień po imprezie stosowali dietę bardzo niskopurynową, taką samą jak w przypadku napadu bólowego
  • podczas przyjęcia omijali szerokim łukiem wszystko co jest dobrym źródłem puryn (choć przy typowej, polskiej kuchni może się okazać, że nie zjemy niczego – co przy spożyciu alkoholu też będzie złe)

Lato

Grupą, która zwykle ma największe problemy z alkoholem są młodzi mężczyźni, który w lato spożywają piwo (a obecnie i cydr) z jednej strony w ramach napoju na ochłodę, z drugiej strony jako wyznacznik czasu wolnego. Grupie tej najtrudniej zrezygnować z piwa, najczęściej szukają sposobu na przemycenie alkoholu i jak tylko słyszą, że jednak od czasu do czasu i w praktyce się zdarza, to przynajmniej raz w tygodniu znajdują usprawiedliwienie by sięgnąć po piwo. A taka postawa zawsze się odbije na zdrowiu: nie pomogą leki, dieta, racjonalny tryb życia. Od czasu do czasu oznacza nie częściej niż 2-3 razy do roku i najlepiej nie piwa – bo dla osoby z dną to jeden z najgorszych wyborów.

Alkohol w dnie moczanowej – każdy, nawet najsłabszy – sprawia,  że zwiększa się ilość kwasu moczowego we krwi. I nawet pół lampki wina czy szampana może spowodować napad bólowy, dlatego we wszystkich możliwych opracowaniach o żywieniu w dnie napoje alkoholowe są przeciwwskazane. Ostateczna jednak decyzja o tym, czy sięgnie się po alkohol zawsze jest po stronie chorego. To on musi zdecydować czy warto ryzykować czy też okazja nie jest tego warta.

Wpisy o podobnej tematyce:
1. Puryny
2. Kawa w dnie moczanowej – pić czy nie?
3. Podagra, skaza moczanowa, dna moczanowa, artretyzm – wiele nazw, jedno schorzenie

Zdjęcie: FreeDigitalPhotos.net

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *